Kiedy dziecko mówi, że chce trenować parkour, rodzicowi zwykle staje przed oczami nagranie z internetu: ktoś skacze między dachami, kamera się trzęsie, a widz zastanawia się, czy zdążył zamknąć oczy. Skojarzenie jest zrozumiałe, ale ma niewiele wspólnego z tym, jak wygląda nauka tej dyscypliny w hali. Wersja treningowa jest znacznie spokojniejsza i, co ważne, zaczyna się od czegoś zupełnie innego.
Parkour to nie skakanie po dachach
W definicji chodzi o sztukę efektywnego poruszania się w środowisku pełnym przeszkód. Zamiast obejść murek, ćwiczący pokonuje go najkrótszą i najbezpieczniejszą drogą. Do tego potrzebne są siła, kondycja i mobilność, a więc rzeczy, które buduje się stopniowo. Trening parkouru to w dużej mierze praca nad panowaniem nad ciałem: nad tym, gdzie stawia się stopę, jak układa ręce przy podparciu i jak wytraca się prędkość po zeskoku.
Czego uczy się na pierwszych zajęciach
Pierwsze spotkanie zaskakuje niejednego uczestnika, bo nie ma na nim żadnych efektownych skoków. Uczy się podstawowych technik oraz – to punkt kluczowy – bezpiecznego upadania i lądowania. Dopiero gdy ciało wie, co zrobić w chwili, gdy coś pójdzie nie tak, można spokojnie iść dalej. Potem przychodzą kolejne elementy: vaulty, czyli przeskakiwanie murków i barierek z podparciem rąk, skoki precyzyjne na wyznaczone miejsce, balansowanie, zeskoki, skoki na ściany i podbiegania. Każdy z nich rozkłada się na etapy, więc uczestnik nie przeskakuje od razu na wyższą półkę.
Jak wygląda trening w hali
Zajęcia prowadzi się na torze przeszkód urządzonym w hali, gdzie wysokości i odległości da się dopasować do poziomu grupy. Miękkie lądowanie zapewnia basen z gąbkami, co pozwala próbować nowych rzeczy bez ryzyka nieprzyjemnego kontaktu z betonem. Trenerzy pilnują poprawnych wzorców ruchowych, bo nawyk wyrobiony na starcie zostaje na lata, oraz zwracają uwagę na regenerację, często pomijaną przez młodych zawodników. Grupy liczą około dziesięciu osób, więc na każdego starcza czasu. W Warszawie w takiej formie odbywa się nauka parkouru dla dzieci w Warszawie prowadzona przy ul. Łopuszańskiej 22.
Zajęcia organizuje AIRO, centrum aktywnej rozrywki w dzielnicy Włochy. Pod jednym dachem działają tam park trampolin, kosmiczna sala zabaw dla młodszych dzieci, interaktywna strefa gier Airo Pixel oraz sale na urodziny i spotkania firmowe. W ofercie treningowej poza parkourem są akrobatyka sportowa i tricking, a obiekt przyjmuje również grupy szkolne. Aktualne terminy grup opisuje strona airo.fun, a zapisy prowadzi adres [email protected].
Warto dodać, czego w takim treningu nie ma. Nie ma wyścigu o to, kto skoczy najdalej, ani presji, żeby powtarzać element, który sprawia trudność. Postęp mierzy się tu własnym wynikiem sprzed miesiąca, a nie porównaniem z resztą grupy. Dla wielu dzieci, które nie odnalazły się w sportach zespołowych, właśnie to okazuje się powodem, dla którego zostają na dłużej.
Co dalej: freerunning i własne wyzwania
Po opanowaniu podstaw wiele osób idzie w stronę freerunningu, czyli parkouru wzbogaconego o elementy akrobatyczne. Pojawiają się wtedy obroty, salta i bardziej widowiskowe przejścia, ale wciąż na tej samej bazie: kontroli nad ciałem i przewidywalnym lądowaniu. Na tym etapie trening przypomina raczej pracę nad własnym pomysłem niż odtwarzanie schematu, co zwykle najbardziej wciąga nastolatków.
Od czego zacząć
Wystarczy wygodny strój, obuwie sportowe na płaskiej podeszwie i jedne zajęcia próbne. Warto uprzedzić dziecko, że pierwszy trening będzie mniej efektowny, niż zapowiadały nagrania, i że tak ma być. Dobrze też ustalić prostą zasadę na początek: to, czego uczy się w hali, ćwiczy się w hali. Ulica przychodzi później, świadomie i z rozwagą, a nie przy okazji drogi ze szkoły.
Artykuł sponsorowany